28.06.2010

U Kitchenów


Detektyw Murdoch wynajmuje w Toronto mieszkanie. W chwili, gdy rozgrywa się akcja powieści Ostatnia noc jej życia, mieszka u państwa Kitchen, starszego małżeństwa nękanego problemami zdrowotnymi, a co za tym idzie - również finansowymi. Pan domu z powodu choroby zmuszony był odejść z pracy, a większość lokatorów, gdy dowiedziała się o jego stanie, wyprowadziła się. William Murdoch, zwany przez pana Kitchena Billem, pozostał, a co więcej - wynajął dodatkowy pokój, żeby mieć poczucie większego luksusu oraz podreperować budżet gospodarzy. Poza tym państwo Kitchen byli katolikami, co dla Murdocha miało istotne znaczenie, zwłaszcza  po przejściach z jego poprzednią gospodynią, która była prezbiterianką i nie tolerowała (bądź nie rozumiała) niektórych zachowań detektywa. Wieczory spędzane wspólnie z Kitchenami stanowiły miły rytuał, i to nie tylko w wymiarze towarzyskim.

21.06.2010

Być dzieckiem...


... w dziewiętnastowiecznym Toronto...
Jeśli przyszło się na świat w zamożnej rodzinie, mieszkało się w rezydencji z wielkim ogrodem ogrodzonym płotem z kutego żelaza, na którym wisiała mosiężna tabliczka z nazwiskiem ojca rodziny i wykonywanym przez niego zawodem (lekarza, na przykład), miało się przed sobą świetną przyszłość.
Gorzej, gdy pochodziło się z biedoty zamieszkującej slumsy, gdzie każda para rąk do pracy była na wagę złota. W owym czasie w Toronto na każdym rogu spotkać można było gazeciarzy, ubranych w łachmany chłopców, spędzających swe dzieciństwo na namawianiu przechodniów do kupna porannego albo popołudniowego wydania "Signal" (gazety będącej własnością niejakiego Shepcote'a, jednej z postaci przewijającej się przez stronice Ostatniej nocy jej życia). Przy krawężnikach przed hotelami czatowali inni, gotowi za kilka centów  bezpiecznie (to znaczy bez wdepnięcia w nieprzyjemną pamiątkę po koniu) przeprowadzić przez ulicę modną damę lub starszą matronę. Albo zimą, trzęsąc się na mrozie, odgarniać śnieg, tak by bogaci docierali bez przeszkód tam, dokąd zmierzali. Wszystko po to, by wspomóc samotne matki, chorych ojców, liczne rodzeństwo.
Biedne dzieciństwo w dziewiętnastowiecznym Toronto nie było łatwe...

Biedne dzieciństwo w Toronto na przełomie wieków


17.06.2010

Od drwala do...

William Murdoch nie od razu został policjantem. W młodości pracował w obozie drwali niedaleko Huntsville. Gdyby pochodził z zamożnej rodziny, prawdopodobnie oddałby się trwającej pięć lat przyjemności studiowania. Dysponując jednak tylko takimi funduszami, jakie wypracował siłą własnych rąk, mógł sobie pozwolić  na karierę w policji miasta Toronto. Karierę, która rozwijałaby się szybciej, gdyby nie jego rzymskokatolickie wyznanie, utrudniające awans do stopnia inspektora policji. Z pierwszej powieści, Ostatnia noc jej życia, dowiadujemy się, że jako pełniący obowiązki detektywa w swoim komisariacie znajdował się w policyjnej hierarchii powyżej zwykłych funkcjonariuszy, lecz poniżej sierżantów i inspektora.

 Obóz drwali w Kanadzie w XIX wieku


12.06.2010

Emily Dickinson

Ostatnia noc jej życia
Była zwyczajną nocą - 
Tylko przez jej umieranie
Odmiennie świat jawił się oczom - 


Przeoczane dotąd drobnostki
W tym wielkim świetle żywo
Rysowały się w myślach - 
Jak odbite kursywą


Krążąc między ostatnim
Jej pokojem a tymi,
Gdzieśmy tkwili my, pewni,
Że poranek ujrzymy


Czuliśmy wstyd, że istnieć
Tylko nam będzie wolno,
A wstyd rodził w nas zazdrość
Bezgraniczną wprost - o nią - 


Czekaliśmy - konała -
Stłoczone w klitce nocy
Dusze wołały ciszę
Od słów - wreszcie ktoś wkroczył


Z relacją - coś mówiła -
Dźwięk nie chciał już wyjść z gardła -
Jak w trzcinie, zginanej ku wodzie,
Opór słabł w niej - ustał - umarła -


Nam - zostało poprawić poduszkę - 
I przygładzić kosmyków parę - 
I skorzystać z okrutnie wolnego
Czasu - by uładzić w sobie wiarę

Fragment z zacytowanego powyżej wiersza Emily Dickinson, The Last Night That She Lived, tutaj w świetnym przekładzie Stanisława Barańczaka, stał się mottem pierwszej powieści Maureen Jennings o detektywie Murdochu. Jeden z jego wersów natomiast - jej tytułem.


8.06.2010

Powieści nie tylko o zbrodni

Dbałość o szczegóły, wierność faktom historycznym, znajomość miejsca i czasu.... Pod kryminalną intrygą w powieściach Jennings doszukać się można drugiego dna, nienachalnego edukacyjnego podtekstu, przez co czytelnik nie tylko towarzyszy Murdochowi w rozwiązywaniu kolejnej zagadki, ale także zapamiętuje obrazy, dźwięki i zapachy dawnego Toronto. To efekt sposobu pracy autorki, jej przygotowań i poszukiwań poprzedzających napisanie pierwszego zdania powieści. To godziny spędzone w archiwach miasta Toronto na przeglądaniu materiałów dotyczących zarówno codziennego życia, jak i spraw kryminalnych. "Miałam dostęp do raportów pisanych przez komisarza policji, czegoś takiego nie można przeczytać w żadnym innym miejscu", mówi Jennings. "Okazały się niezmiernie pomocne i uświadomiły mi, jakich przestępstw wtedy dokonywano". "W trakcie moich badań najbardziej zaskoczyła mnie energia tego miasta, jego złożoność, jego mieszkańcy.To, co się tu działo, nie mogłoby się wydarzyć w żadnym innym miejscu".

King Street East, Toronto

4.06.2010

O zaletach bycia autorką kryminałów

"Jedną z zalet bycia autorką kryminałów jest to, że możesz sprawić, by sprawiedliwości stało się zadość. Jeśli nie chcesz, by bohaterami twoich książek były jakieś wredne osoby, które znasz, i żeby dostały w nich za swoje, to możesz w głównych rolach obsadzić tych, których lubisz i pozwolić im przeżyć jakąś ciekawą historię".


Autorka kryminałów, Maureen Jennings